Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

DWA MINI-DIALOGI W NIEPOKOJĄCYM STANIE SKRAJNEGO PRZEGRZANIA ŚWIADCZĄCE O POSTĘPUJĄCYM FILOZOFICZNYM ROZBUDZANIU NASZEJ CIĄGLE RODZĄCEJ SIĘ KLASY ŚREDNIO ŚREDNIEJ

   
"P  r  z  y   straganie w dzień targowy
takie toczą się rozmowy"...

- Wybacz mi zacny Duchu Jana Brzechwy lekką zmianę...

 Dwie kobiety z mlekiem [4 zł za 2 litry pełnotłustego!!!]...
- Pani moja... Co to będzie, jak nie spadnie deszcz?
Chwila ciszy i spocona kobieta odpowiada:
 - Będzie sucho...
 Następna cisza i...zrezygnowane:
 - Chyba tak...

  Sprzedawca wędek obok sprzedawcy butów...
Uwaga: U Henryka Sienkiewicza jest taki ładny epitet "taki syn" [przyda sie teraz]...

 - Proboszcz mówił, że tego takiego syna Palikota się powinno powiesić!
 -  Za co?
 - Proboszcz tego nie mówił, ale chyba za jaja!
 - Ale za co?
 - No przecież panu mówię za co!
 - Ale za co???
 - O - żesz, k**a mać!... I nagła chwila ciszy...Zaskoczyło!!! - Proboszcz też tego nie mówił...
 - To niech go sam sobie wiesza, za co chce. Ważniak je*any!  Nawet powiedzieć mu się nie chciało!..

Gorąco. Jak nie spadnie deszcz - będzie sucho...

Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

POLITYCY - ULICZNICY czyli O SZTUCE NIEOBRYWANIA PO ŁBIE...

          
           
          LUBLINIANOM
- MOIM niegdysiejszym RODAKOM, mieszkańcom najgłupszego wojewódzkiego miasta w Polsce z wyrazami [różnymi]...

                                                                                                                       kpt. NEMO

       Idę sobie do sklepiku. Mimo wczesnej pory lato nadrabia ewentualne zaległości i temperatura daje o sobie znać w sposób coraz bardziej stanowczy. Poruszam się więc metodą partyzancką - od drzewa do drzewa [od cienia do cienia]... Naprzeciwko mnie pełznie sympatyczna zawsze para dobrze mi znajomych staruszków, ludzi spełniających niedawno [jak dla mnie] mój zawód, przy których ja jestem wręcz nieprzyzowitym szczeniakiem. On ma sporo po osiemdziesięciu, idzie wyprostowany i dziarski, ona - zaledwie nieco ten wiek przekroczyła, wspiera sie jednak na dwóch laskach... Wiek...wiek...
      Rozpoczyna się rozmowa - o otaczajacej nas zewsząd polityce naturalnie, konkretnie - o wyborze Prezydenta Najjaśniejszej...
      I nagle starsza pani stwierdza:
 - Nie rozumiem ludzi, ktorzy mieli odwagę głosować na Komorowskiego... Przecież to ... - zachłystuje się.
 - Przecież to też legalny kandydat... - kończę za nią. 
     Starszy pan milczy...
 - Ale jak można było zrobić Polsce takie zło? - unosi się starsza pani. - Jak można Polakom... - znow ją zatyka..
- Można, oczywiście że można... - znów kończę za nią pogodnie i dodaję: - Można było zrobić Polsce i Polakom zło jeszcze gorsze...
    Starszy pan staje się z lekka zaniepokojony i najwyraźniej ostrzega mnie wzrokiem...
 - Jakie?
 - Można było zagłosować na Kaczyńskiego! - wyrzucam z siebie i...przytomnie odskakuję w bok, bo jedna z lasek starszej pani oderwała się wbrew prawom fizyki od podłoża i zatoczyła ...to znaczy chciała zatoczyć łuk w kierunku mojej głowy. Na szczęście dla mnie starsza pani straciła przez to równowagę i o mały włos...
    Na szczęście dla starszej pani starszy pan czuwał i podtrzymał swoją bardziej żywą połowę.
    Pożegnaliśmy się uprzejmie - jak gdyby nic się nie stało...
    Starszy pan milczał.

    Wybory powinny się odbywać w styczniu lub lutym... Zima studzi temparamanty.



Podziel się:

komentarze (15) | dodaj komentarz

GDY GOŚĆ W DOM SIĘ WPIE*****...

     

       Napisałem 19 kwietnia ["Dobrze znany Fakju i..."]:
 - Trwa istny powrót do pradziejów języka w wykonaniu społeczeństwa i „elity", która z zauroczeniem odnajdując swych przodków w chlewach, ich „ojczyznę - polszczyznę" też chętnie stamtąd z zapomnienia wyciąga. 

       Dziś zostałem niemal dosłownie zbity z nóg, gdy doleciał mnie na rynku przy straganie fragment dialogu dwóch 25 - 35-letnich kobiet:

- Patrzę, kur**, co za ch**, a to ksiądz mi się przez furtkę wpierd**a!
- O-żesz, nie miał jeb**y skur**syn kiedy się wpiep***ć, tylko w niedzielę?

- Podziwiam tę oszczędną i pragmatyczną lakoniczność, kobieco subtelną, jednocześnie rzeczową komunikatywność oraz chrześcijańską wrażliwość przekazu! 
- Gość w dom - Bóg w dom!


Podziel się:

komentarze (13) | dodaj komentarz

PRZERAŻENIE

        

         Nie przeraża mnie głupota P.T.Dziennikarzy dywagujących nad tym, czyja śmierć jest "droższa" [dosłownie, bo w złotówkach] - Prezydenta czy "zwykłego posła"... Z kolei beznadzieja umysłowa sporej części "dyskutantów" przez niektórych "blogerów" jakby sterowanych, tym bardziej mnie nie dziwi...
        Nie przerażąją mnie ospali politycy obrzucający się nawzajem i bez gracji pomowieniami i inwektywami [a mamy taką spokojną kampanię!] w ślimaczej walce o dostęp do prezydenckiego żłobu, ani obdarzony niedawno Krzyżem Oficerskim benedyktyński "pokorny zakonnik", nieudatnie strofujący, lecz za to ze znawstwem znieważajacy w każdym swym poście [nie chodzi o spożywanie chleba tylko i wody a tylko o rodzaj blogowego wpisu] "bezbożników" i między jedną a drugą inwektywą lub insynuacją oraz zapewnieniami o gorącej za nich modlitwie nieustajacej obiecujący im już to nierychłe zbawienie,  już to niezwłoczną karę boską [taki hojny nieparzyście jakoś]  oraz serdecznie błogosławiący i dziękujący natchnionym zwolennikom, prymitywnym w leksyce, za to nadspodziewanie wprawnym w posługiwaniu się niewyszukanymi insynuacjami i obelgami.
       Do tego wszystkiego przywykłem...
      Naprawdę przeraził mnie dopiero przypadek pijanej lekarki, która dokonując cesarskiego cięcia, zraniła skalpelem policzek noworodzącego się dziecka...


ONET. 29.05.2010:
    Noworodek, który przyszedł w piątek wieczorem na świat w szpitalu w Tarnowskich Górach (Śląskie) został prawdopodobnie zraniony podczas cesarskiego cięcia. Poród przyjmowała nietrzeźwa lekarka.

     Wychodzi na to, że bezpiecznie czuć mogą się tylko ci nieliczni, którym udało się nie począć lub przynajmniej nie urodzić...

- Nie przychodź, mała, na świat...
I nie daj się zrobić przypadkiem... 

        Cytat taki... z "Kabaretu Studio 202" lub = i  "60 minut na godzinę"...Ale mogła to być i "Elita"... Nomen-omen...



Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

A TO POLSKA WŁAŚNIE...

   

    Zanotowane na gorąco...Nazwa wsi i ulic to czysta fikcja... Tylko nazwy...niestety...

     Codzienna choć niekiedy wymuszona przyjemność rekreacyjno-zdrowotna - jazda rowerem.
     Przejeżdżam około ćwierć kilometra...Przeprawiam się przez przejazd kolejowy, co wymaga oczu obrotowych obserwujących świat a la Prezydent Wałęsa ["Jak trzeba to obrócę się o 360 stopni!], dosiadam swego stalowego rumaka i zjeżdżam w dół  Małopolskiej. Taka jazda to czysta przyjemność - nawet pedałować nie trzeba!
     I tak około 500 metrów.  Potem nogi muszą odrobić swą powinność... Asfalt lekko syczy pod oponami, opony mózgowe owiewa lekki wiatr, nogi chodzą równo...
     Kto powiedział, że prawie siedemdziesięciolatek musi być spierniczałym starym prykiem? Po około kilometrowej przejażdżce asfalt ustępuje miejsca nawierzchni żużlowej, a ta po dalszych dwustu - zwykłej polnej drodze...
      Jeszcze kilometr i - przejechawszy przez wioskę [raczej dość nieporządnie zabudowaną i dogorywającą wioszczynę] - jestem w lesie... Około trzydziestu minut włóczęgi... Mini-filmik dwu-trzyminutowy i powrotna jazda z odwrotnie ustawionymi atrakcjami.
      Na  Małopolskiej wymuszona przerwa w jeździe... Trzeba dopompować tylne koło... Siodełko zbyt mocno defasonuje mi...wiadomo...
      I wtedy...
      Za ogrodzeniem dosyć nowego domu stoi chłopina w rozchełstanej flanelowej koszuli, mogący mieć równie dobrze trzydzieści kilka jak i czterdzieści parę lat... Ręce ma wetknięte dosyć głęboko w kieszenie spodni, włosy tęskniące do spotkania z grzebieniem, czoło nieskalane zmarszczkami... Patrzy podejrzliwie na moje posługiwanie się pompką....
      Zatrzymuje się auto. Wysiada kierowca, na oko - mój rówieśnik, który zwraca sie do chłopiny i tym samym niebacznie rozpoczyna dialog.
- Dzień dobry.
- A o co chodzi? - Chłopina w tym krótkim odzewie zawarł wszystko - lekceważenie dla nieznanych być mozę konwenansów, lekko zaciągającą wymowę, nieco tylko śpiewny akcent i nieufną ciekawość.
- Czy tędy droga do Okruszyn?
- A po co panu tam jechać....a?
     Przyjezdnego nieco zatkało, jednak odpowiedział chyba  przyjaźnie:
- Mam tam interes.
- A jaki?
     Kierowca kontynuował, chyba nie chcąc udzielić na to pytanie odpowiedzi:
- To wie pan, czy to tędy?
- A po co mnie wiedzieć..a?
- No tak... wlaściwie... Przyjezdny był nieco zdetonowany, jednak wyrzucił z siebie: - Więc wie pan?
- Może ja nie wiem, a może ja wiem... Ale jak wiem, no to tylko dla siebie!!! 
     Przestałem pompować w połowie dialogu. Mnie także na moment lekko jakby zatkało i przypomniały mi się sceny z Konopielki.
    - Ranyjulek!!! Kaziuk żywcem przeniesiony w koniec pierwszego dziesięciolecia dwudziestego pierwszego wieku prawie pod opłotki Warszawy!!!
    "Obcy" na chwilę zdurniał od tego zupełnie, po czym zwrócił wzrok w moją stronę...
- Proszę pana...
- Kilometr z okładem prosto przed siebie, potem skręt w prawo i nieco ponad dwieście metrów do tablicy z napisem "Okruszyny". I ostrożnie na dziury pełne wody!
- Dziękuję..
   Na to chłopina z dezaprobatą skierowaną ku mnie...
- A ot, samochodu nie ma, rowerem zapier....ć po drodze musi zamiast w domu siedzieć, a do rozmowy znaczy się się wtrąca... Odwrócił sie z pełną godności pogardą - a może nawet odwrotnie -  i nierychło ruszył w kierunku domu...
    Kierowca wsiadł i ruszył w swoją stronę...
    Ja też...


Podziel się:

komentarze (25) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  9799

KALENDARZ

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 9799
Wpisy
  • liczba: 69
  • komentarze: 618
Bloog istnieje od: 444 dni