LUBLINIANOM - MOIM niegdysiejszym RODAKOM, mieszkańcom najgłupszego wojewódzkiego miasta w Polsce z wyrazami [różnymi]...
kpt. NEMO
Idę sobie do sklepiku. Mimo wczesnej pory lato nadrabia ewentualne zaległości i temperatura daje o sobie znać w sposób coraz bardziej stanowczy. Poruszam się więc metodą partyzancką - od drzewa do drzewa [od cienia do cienia]... Naprzeciwko mnie pełznie sympatyczna zawsze para dobrze mi znajomych staruszków, ludzi spełniających niedawno [jak dla mnie] mój zawód, przy których ja jestem wręcz nieprzyzowitym szczeniakiem. On ma sporo po osiemdziesięciu, idzie wyprostowany i dziarski, ona - zaledwie nieco ten wiek przekroczyła, wspiera sie jednak na dwóch laskach... Wiek...wiek...
Rozpoczyna się rozmowa - o otaczajacej nas zewsząd polityce naturalnie, konkretnie - o wyborze Prezydenta Najjaśniejszej...
I nagle starsza pani stwierdza:
- Nie rozumiem ludzi, ktorzy mieli odwagę głosować na Komorowskiego... Przecież to ... - zachłystuje się.
- Przecież to też legalny kandydat... - kończę za nią.
Starszy pan milczy...
- Ale jak można było zrobić Polsce takie zło? - unosi się starsza pani. - Jak można Polakom... - znow ją zatyka..
- Można, oczywiście że można... - znów kończę za nią pogodnie i dodaję: - Można było zrobić Polsce i Polakom zło jeszcze gorsze...
Starszy pan staje się z lekka zaniepokojony i najwyraźniej ostrzega mnie wzrokiem...
- Jakie?
- Można było zagłosować na Kaczyńskiego! - wyrzucam z siebie i...przytomnie odskakuję w bok, bo jedna z lasek starszej pani oderwała się wbrew prawom fizyki od podłoża i zatoczyła ...to znaczy chciała zatoczyć łuk w kierunku mojej głowy. Na szczęście dla mnie starsza pani straciła przez to równowagę i o mały włos...
Na szczęście dla starszej pani starszy pan czuwał i podtrzymał swoją bardziej żywą połowę.
Pożegnaliśmy się uprzejmie - jak gdyby nic się nie stało...
Starszy pan milczał.
Wybory powinny się odbywać w styczniu lub lutym... Zima studzi temparamanty.
Nie przeraża mnie głupota P.T.Dziennikarzy dywagujących nad tym, czyja śmierć jest "droższa" [dosłownie, bo w złotówkach] - Prezydenta czy "zwykłego posła"... Z kolei beznadzieja umysłowa sporej części "dyskutantów" przez niektórych "blogerów" jakby sterowanych, tym bardziej mnie nie dziwi...
Nie przerażąją mnie ospali politycy obrzucający się nawzajem i bez gracji pomowieniami i inwektywami [a mamy taką spokojną kampanię!] w ślimaczej walce o dostęp do prezydenckiego żłobu, ani obdarzony niedawno Krzyżem Oficerskim benedyktyński "pokorny zakonnik", nieudatnie strofujący, lecz za to ze znawstwem znieważajacy w każdym swym poście [nie chodzi o spożywanie chleba tylko i wody a tylko o rodzaj blogowego wpisu] "bezbożników" i między jedną a drugą inwektywą lub insynuacją oraz zapewnieniami o gorącej za nich modlitwie nieustajacej obiecujący im już to nierychłe zbawienie, już to niezwłoczną karę boską [taki hojny nieparzyście jakoś] oraz serdecznie błogosławiący i dziękujący natchnionym zwolennikom, prymitywnym w leksyce, za to nadspodziewanie wprawnym w posługiwaniu się niewyszukanymi insynuacjami i obelgami.
Do tego wszystkiego przywykłem...
Naprawdę przeraził mnie dopiero przypadek pijanej lekarki, która dokonując cesarskiego cięcia, zraniła skalpelem policzek noworodzącego się dziecka...
ONET. 29.05.2010:
Noworodek, który przyszedł w piątek wieczorem na świat w szpitalu w Tarnowskich Górach (Śląskie) został prawdopodobnie zraniony podczas cesarskiego cięcia. Poród przyjmowała nietrzeźwa lekarka.
Wychodzi na to, że bezpiecznie czuć mogą się tylko ci nieliczni, którym udało się nie począć lub przynajmniej nie urodzić...
- Nie przychodź, mała, na świat...
I nie daj się zrobić przypadkiem...
Cytat taki... z "Kabaretu Studio 202" lub = i "60 minut na godzinę"...Ale mogła to być i "Elita"... Nomen-omen...
Licznik odwiedzin: 9799